Kiedy nasza córka Basia miała 6 lat zaczęły się pojawiać w naszym domu dziwne zachowania. Basia okazywała jakąś wyjątkową złość do mnie. Bardzo często krzyczała. Zdarzało się że mnie uderzyła. Tupała nóżkami, płakała. Widać było że coś jest nie tak. Stosowałam różne strategie. Rozmawiałam z nią, tłumaczyłam , że nie należy nikogo bić, że mnie to boli. Próbowałam odsyłać ją do pokoju, żeby się zastanowiła nad swoim zachowaniem. Ale to nie pomagało, wręcz przeciwnie. W tym czasie na szczęście natknęłam się na książkę Stefana Covey’a “7 nawyków szczęśliwej rodziny”. Przeczytałam w niej, że najważniejszą i podstawową formą budowania relacji w rodzinie są indywidualne spotkania z każdym członkiem tej rodziny. Te spotkania są paliwem, któro wypełnia bak emocjonalny każdego indywidualnie i przekłada się na ogólne szczęście rodziny.

I tak się zaczęło – wspólne wyjścia na lody – tylko my we dwie. Wypady do kawiarnio-księgarni, gdzie obłożone książkami z kawką i soczkiem spędzałyśmy czas. Niekiedy rozmowa sama się toczyła, innym razem jakoś się nie kleiła, ale wtedy po prostu byłyśmy ze sobą. Zawsze po takim wyjściu emocje Basi doznawały przeistoczenia ze złości, niepokoju w poczucie bliskości i frajdy. A najpiękniejsze jest to, że to trwa nadal. Comiesięczne “kawki” weszły na stałe do naszego kalendarza.